O niezawodności szynobusów

Wyświetlono archiwalną wersję tematu "O niezawodności szynobusów" z forum pl.misc.kolej



Jatal - 24 Lip 2006, 13:14
Witam.

Jestem po lekturze innego wątku i stąd chciałbym zwrócić uwagę na pewne
zagadnienie. Dla Osób z wykształceniem o profilu technicznym to nic nowego,
ale dla innych może być to ciekawe spostrzeżenie. Nawiasem mówiąc, ciekawie
byłoby poznać przekrój wykształcenia Grupowiczów.

Ale, do rzeczy.
Stało się tradycją, na Grupie i nie tylko, narzekanie na 'awaryjność
szynobusów'. Wiemy, jaki jest poziom artykułów prasowych opisujących
zagadnienia związane z koleją. Denerwuje mnie np. nowomoda panująca
w 'obecnych' mediach, w których manipuluje się szykiem zdania, w celu
osiągnięcia posmaku sensacji. - Samolot spadł na pociąg i razem stoczyły się
do rzeki, wprost na statek wycieczkowy - na szczęście to tylko ćwiczenia -
to taki przykład.

Zgodnie z tą zasadą prasa piszę takie oto tytuły: 'szynobus znowu
stoi'; 'szynobusy nie jeżdżą'; 'znowu awaria'; 'jak sprawują się szynobusy -
wszyscy wiemy' itd. itp. Kto pamięta następne słowa że: szynobus stanął w
polu, bo skończyło się w nim paliwo; że nie odpalił, bo miał rozładowane
akumulatory; bo musiał iść na planowy przegląd?

Oczywiście jak każda konstrukcja, szczególnie nowa, występują w nich
usterki, a nawet wady, ale nie można wszystkiego zrzucać na wadliwość
konstrukcji i niewiedzę konstruktorów! Bo sedno sprawy leży zawsze głębiej.
Dla Grupowicza-MK, zanim wyda osąd, powinno być ważne, dlaczego akumulator,
czy bak był pusty. A niestety tak nie jest. Od razu są 'złomy', 'ruina' itd.
Takie posty mają wtedy wartość 'plotek z magla', bo najczęściej, osoby
postronne, nie poznają jednak bezpośredniej przyczyny.

Ale, bardziej do rzeczy.
Każda konstrukcja ma przyjęte pewne parametry, wg których jest projektowana.
Parametry te mają podłoże czysto ekonomiczne. Jednym z nich jest
współczynnik gotowości do pracy.
Od szynobusów, zamawiający, oczekiwali gotowości na poziomie minimum 0,92.
Więc brakujące do jedynki 0,08 możemy nazwać maksymalną, dopuszczoną przez
zamawiającego, wartością 'wyłączenia z ruchu' (no, niech będzie to wskaźnik
awaryjności).

Teraz wystarczy trochę policzyć i wychodzi, że: kupując szynobus zakładano,
że statystycznie w KAŻDYM miesiącu BĘDZIE MÓGŁ stać w szopie, przez prawie
DWA i PÓŁ dnia, bez uznania tego za wadliwość produktu. Przy 12 szynobusach
mamy łącznie 30 'szynobuso-dni-stania' w każdym miesiącu. Jest już wtedy
szansa, że w każdym dniu miesiąca jakiś szynobus będzie w szopie, zamiast na
trasie. Pomyślcie o tym następnym razem, gdy dowiecie się, że szynobus znowu
się 'zepsuł'.

Kilku Kolegów podnosiło już ten problem, ale nie spotkałem konkretnych
wartości, więc pozwoliłem sobie na ten wątek. Może ktoś zna podobne
parametry innych pojazdów, sprawdzone na dużej grupie pojazdów?

Pozdrawiam.
Jatal.




pedadog - 24 Lip 2006, 13:56

Może ktoś zna podobne
parametry innych pojazdów, sprawdzone na dużej grupie pojazdów?



To są informacje "z głowy" - nie chce mi się teraz szukać źródła, z którego
mi się zapamiętały ale obiło mi się, że gotowość EP09 to ok 0,75, a SN61
oscylowała wokół... 0,35.
Jeśli chodzi o SN81, SA101, SA102 i SA104 to ich gotowość nigdy nie była zbyt
wysoka, w dodatku te poznańskie w ramach napraw przeszły bardzo dogłębne i
kosztowne przeróbki bez cudownych efektów. Ale chyba więcej nie można było
oczekiwać po tych prototypach.

Powoli, powoli włodarze jednak zaczynają rozumieć, że "co tanie to drogie"
(nie dotyczy bardzo tanich ;) ), wkrótce zrozumieją też, że trzeba mieć parę
pojazdów więcej niż obiegów.

A nad "rzetelnością" prasy nie ma się co żyłować. W prawie każdym artykule w
prasie popularnej na temat, o którym mam jakieś pojęcie znajduję poważne
nieścisłości. W tej sytuacji jak mam wierzyć artykułom o tym, na czym się nie
znam? Niestety średniemu klientowi kupującemu prasę codzienną na rzetelności
średnio zależy (dowodem - popularność pewnych dzienników, których tytułów
przez obrzydzenie nie wymienię). Niestety - masa dziennikarzy nie odbiega od
wizerunku przedstawianego w skeczach kabaretu "Elita" p.t. "Młoda
Dziennikarka".

Wojciech Kolondra



Grzegorz Kapusta - 25 Lip 2006, 04:25

Od szynobusów, zamawiający, oczekiwali gotowości na poziomie minimum 0,92.
Więc brakujące do jedynki 0,08 możemy nazwać maksymalną, dopuszczoną przez
zamawiającego, wartością 'wyłączenia z ruchu' (no, niech będzie to
wskaźnik
awaryjności).



A jak w takim razie wytłumaczysz, że gotowość SA109 w zach-pom. zbliża
się pewnie do tej wartości, a w takim małopolskim też się zbliża, ale
bardziej
do 0,08?

Pozdrawiam,
Grzegorz Kapusta



SP45-166 (K. Korycki) - 25 Lip 2006, 07:39


| Od szynobusów, zamawiający, oczekiwali gotowości na poziomie minimum 0,92.
| Więc brakujące do jedynki 0,08 możemy nazwać maksymalną, dopuszczoną przez
| zamawiającego, wartością 'wyłączenia z ruchu' (no, niech będzie to
| wskaźnik
| awaryjności).

A jak w takim razie wytłumaczysz, że gotowość SA109 w zach-pom. zbliża
się pewnie do tej wartości, a w takim małopolskim też się zbliża, ale
bardziej
do 0,08?




jednocześnie na twoje powyższe zapytanie.
Było ponad tysiąc czterysta Ty2, ponad tysiąc sto gagarinów. Jak klepie się
młotkiem na oślep w prostą jak cep maszynerię to raczej trudno się przestawić
na nowoczesne maszyny z nowoczesnych stopów gdzie poziom techniczny nie
toleruje już podkuć i nieobtoczonych powierzchni. Nie toleruje tez zaniedbań w
regulacji osprężynowania, a taki np falownik wymaga jednak w mairę stałego
prądu a nie wachań natężeń i napięć w sieci oscylujących nie w dziesiątkach
ale i stekach woltów. Po prostu- w warsztatach na sieci PKP pracują w
większość techniczni emeryci którzy wraz z przestarzałymi acz wytrzymałymi
gagarinami zatrzymali się w czasie, i nagle w ciągu miesiąca muszą ewoluować w
postępie techniczym wiedzy w swoim mózgu o te rzeczone trzydzieści lat.
Ówczesne maszyny budowali inżynierowie na ich poziomie. obecna technika to dla
nich czarna magia. Nie czują po prostu bluesa rzeczy którą się zajmują, i
zabierają się do niej ze strachem że znów coś popsują. Czas najwyższy na
wymianę kadr spółek PKP na młode wykształcone pokolenie które w
przeciwieństwie do ojcw nie jest skażone przerostem zatrudnienia i nieróbstwem
i opierdalactwem na każdym kroku ;)

Skoro w Kołobrzeu tak dobrze soie radzą z tym sprzętem to znaczy po prostu że
mechanicy warsztatowi na kanale porządnie potraktowali swoją pracę i wykonują
ją w taki sposób w jaki wymaga tego odpowiednia konserwacja uzytkowanego sprzętu




zeus04 - 26 Lip 2006, 07:13


jednocześnie na twoje powyższe zapytanie.
Było ponad tysiąc czterysta Ty2, ponad tysiąc sto gagarinów. Jak klepie się
młotkiem na oślep w prostą jak cep maszynerię to raczej trudno się przestawić
na nowoczesne maszyny z nowoczesnych stopów gdzie poziom techniczny nie
toleruje już podkuć i nieobtoczonych powierzchni. Nie toleruje tez zaniedbań w
regulacji osprężynowania, a taki np falownik wymaga jednak w mairę stałego
prądu a nie wachań natężeń i napięć w sieci oscylujących nie w dziesiątkach
ale i stekach woltów. Po prostu- w warsztatach na sieci PKP pracują w
większość techniczni emeryci którzy wraz z przestarzałymi acz wytrzymałymi
gagarinami zatrzymali się w czasie, i nagle w ciągu miesiąca muszą ewoluować w
postępie techniczym wiedzy w swoim mózgu o te rzeczone trzydzieści lat.
Ówczesne maszyny budowali inżynierowie na ich poziomie. obecna technika to dla
nich czarna magia. Nie czują po prostu bluesa rzeczy którą się zajmują, i
zabierają się do niej ze strachem że znów coś popsują. Czas najwyższy na
wymianę kadr spółek PKP na młode wykształcone pokolenie które w
przeciwieństwie do ojcw nie jest skażone przerostem zatrudnienia i nieróbstwem
i opierdalactwem na każdym kroku ;)

Skoro w Kołobrzeu tak dobrze soie radzą z tym sprzętem to znaczy po prostu że
mechanicy warsztatowi na kanale porządnie potraktowali swoją pracę i wykonują
ją w taki sposób w jaki wymaga tego odpowiednia konserwacja uzytkowanego sprzętu



W mojej byłej i  dla wielu bardzo "prowincjonalnej" lokomotywowni w
Zebrzydowicach
(pracowałem tam od 06-1990 do 04-1994) ludzie posługiwali się od
niepamiętnych
czasów :
-oscyloskopem dwukanałowym
-generatorem przebiegów wzorcowych firmy Zopam
-cyfrowym miernikiem oporności przewodów (dokładność do
tysięcznych części oma)
-cyfrowym miernikiem częstotliwości
-zestawem pomiarowym do badania stanu izolacji (z generatorem do 10kV)
-testerem urządzeń SHP (produkcji COBiRTK czyli obecnego CNTK)
-testerami własnej konstrukcji do pomiarów SHP, CA oraz
prędkościomierzy Hasler
Na całą utrzymywaną trakcję elektryczną w MD pracowało czterech
elektryków
i 5-6 mechaników + mistrz (kierownik był wspólny dala wszystkich
warsztatów
tzn. tr. elektrycznej ,tr. spalinowej oraz zaplecza gospodarczego). Na
utrzymaniu
było ponad 20 elektrowozów (wszystkie sprawne) a tych 4 elektryków
wykonywało
PO lokomotyw , naprawy awaryjne , pracowało na równi z mechanikami
na zapadni + dodatkowe ich obowiązki to łączenie kabli , miechów
powietrznych
do chłodzenia silników trakcyjnych, pracowaliśmy przy wymianie
przetwornic
czy wentylatorów głównych za pomocą suwnicy bądź dzwigu EDK a w
wolnych
chwilach regenerowaliśmy podzespoły WN oraz baterie akumulatorów
(wyszukując uszkodzonych celek w skrzyniach i wymieniając
je),regenerowliśmy ślizgi pantografów
oraz często wyłączaliśmy napięcie w sieci trakcyjnej na terenie
naszej szopy
w celu np. napiaskowania lokomotywy (cała procedura wyłączenia ,
uszyniania
czy utrzymania sprzętu dielektrycznego w należytym stanie ,łącznie
z okresowym
dostarczaniem go do badań w laboratorium wysokich napięć).
Na czterech elektryków , dwóch znało biegle obsługę całej tej
elektroniki
którą wymieniłem na początku i elektronika analogowa , cyfrowa nie
miała
dla nas żadnych tajemnic łącznie z perfekcyjną znajomością
ówczesnych
mikroprocesorów oraz układów współpracujących z nimi
(mikroprocesory itp.
mieliśmy rozpracowane z dokładnością do pojedynczych tranzystorów
i zbudowanych
z nich : sumatorów z układami jednoczesnych przeniesień,
mnożników, liczników,
rejestrów, buforów, pamięci wszelkiej maści, komparatorów itp.
itd. a jezyk
programowania maszynowego był dla nas naturalny) . Każdy z nas był
pracownikiem
samodzielnym i uniwersalnym tzn. każdy musiał znać lokomotywę od
kół aż po dach.
Na terenie lokomotywowni była czynna filia Ośrodka Informacji
Naukowo-Techniczno-
-Ekonomicznej (kilka dni w tygodniu po 2-3 godz. i była obsługiwana
przez człowieka
który oprócz tego był naszym BHP-owcem a prywatnie pilotem
szybowców) i oprócz
tego była u nas "działka" elektroników - radiowców którzy
opiekowali się
sprzętem radiowym zainstalowanym na naszych lokomotywach oraz
stacjonarnym
(dziś można powiedzieć że należącym do PLK) w promieniu ok.15km a
także
przenośnym używanym przez licznych kiedyś u nas
manewrowych,toromistrzów itp.
O sprzęcie używanym przez nich nawet nie wspomnę.Pracowało tam w
różnych
okresach czasu od 2 do 3 wysokiej klasy specjalistów (przez krótki
czas było ich
tam nawet czterech)
Pozdrawiam i dodaję że młotkami 5kg oraz kluczami 85-95 umiem się
posługiwać



Marek Szymański - 26 Lip 2006, 07:47
Jeżeli serwisowaliście układy cyfrowe zbudowane z pojedynczych tranzystorów to
szczerze podziwiam :). Teraz gdy wszystko (no prawie) jest scalone to
serwisanci mają (chyba) łatwiej. Jak było z niezawodnością układów cyfrowych
budowanych w wersjach "rozproszonych"? Nasze nowe szynobusy cierpią na choroby
typowe dla prototypów, ale powinno być z czasem lepiej. Nie zawsze
wprowadzanie "na siłę" sterowania komputerowego (mikrokontroler) wychodzi na
dobre, trzeba sporo czasu przeznaczyć na testowanie - tego przy prdukcji
szynobusów w Polsce niestety brakuje.

Pozdrawiam Marek Szymański  



zeus04 - 26 Lip 2006, 08:16

Jeżeli serwisowaliście układy cyfrowe zbudowane z pojedynczych tranzystorów to
szczerze podziwiam :).



Ojoj , ja nie miałem na myśli pojedynczych tranzystorów w sensie
fizycznym
ale znajomość struktury zawartej w samej "kości" z dokładnoscią do
tranzystora
(takie hobby + fizyka ciała stałego czy kwantowa itp.)

Teraz gdy wszystko (no prawie) jest scalone to
serwisanci mają (chyba) łatwiej.



Myślę że tak i to dużo np. programowanie w językach dużo bardziej
zbliżonych do
naturalnego , oprogramowanie wspierające "debugowanie" i sama
dostępność
różnych układów czy to specjalizowanych czy uniwersalnych

Jak było z niezawodnością układów cyfrowych



Musiałbym popytać znajomych :)

budowanych w wersjach "rozproszonych"? Nasze nowe szynobusy cierpią na choroby
typowe dla prototypów, ale powinno być z czasem lepiej. Nie zawsze
wprowadzanie "na siłę" sterowania komputerowego (mikrokontroler) wychodzi na
dobre, trzeba sporo czasu przeznaczyć na testowanie - tego przy prdukcji
szynobusów w Polsce niestety brakuje.



Z tymi problemami zmaga się cały świat i co lepszych i
doświadczonych
specjalistów nam niestety podkupuje
Pozdrawiam
Paweł Wojtala



m.szyman...@prs.pl - 26 Lip 2006, 08:36
Wnioskuję, że jednak pewien stopień "scalenia" w elektronice kolejowej z
początku lat 90 istniał? Ja generalnie pracuję w przemyśle okrętowym i tam
cyfrowe układy sterowania istnały od początku lat 80 (Polska), z tym że krajowe
(Elmor) często bazowały na bramkach, rejestrach, liczniach itp. zbudowanych z
rozróżnialnych gołym okiem tranzystorów (nie przesadzam). Było to spowodowane
brakiem produkcji u nas i brakiem możliwości importu z zachodu scalaków, a
jakoś trzeba było gonić konkurencję. Chyba moim zdaniem projektanci
niedostatecznie biorą pod uwagę fakt warunków pracy ukłądów scalonych w pociągu
(wstrząsy, zmainy temperatury i wilgotności, no wszechobecny kurz).
Mikrokontrolery na statek muszą przejść 18 prób srodowiskowych (min. wahania
zasilania, bardzo gorąco i zaraz potem bardzo zimno, sucho i zaraz bardzo
wilgotno itp.)  a i tak czasami "wysiadają" bez powodu. Czy układy
elektroniczne w pojadach szynowych są testowane w podobny sposób?
Pozdrawiam  


Humpty Dumpty - 26 Lip 2006, 11:40

Wnioskuję, że jednak pewien stopień "scalenia" w elektronice kolejowej z
początku lat 90 istniał




problemu. Jednak chyba "czynnik ludzki" jest szalenie ważny. Nie jeden
raz na pmk pisano o potwornym strachu przed obsługą EM-10. A czy

się z niego nauczyć?
Kilka dni temu pytałem kondiego w pociągu do Kudowy o opinię jego i
mechaników na temat SP-32. W skrócie opinia była taka: Panie, tam jest
komputer i on jest do dupy. Jak on nawali, to już koooooniec. Stoimy.
Tego nie da się naprawić. A przy naszych lokomotywach zawsze coś da się
zrobić.
Czyli jednak syndrom klucza, młotka i sznurka nadal pokutuje.
Pamiętajmy, że leśne dziady nie tylko grzeją swoje dupska za biurkami
dyrekcyjnymi. Na pierwszej linii frontu też jest mnóstwo leniwych i
głupich pracowników - jak wszędzie.

HD



zeus04 - 26 Lip 2006, 17:26


| Wnioskuję, że jednak pewien stopień "scalenia" w elektronice kolejowej z
| początku lat 90 istniał

problemu. Jednak chyba "czynnik ludzki" jest szalenie ważny. Nie jeden
raz na pmk pisano o potwornym strachu przed obsługą EM-10. A czy

się z niego nauczyć?



Taki sam strach panował u nas jak w 1996 przyszło nam siadać za
sterami
ET42 a największy strach to był przed ET40 . Po połączeniu kilku MD
w zakład taboru to widziałem strach niektórych jak dawano im
ET21

Kilka dni temu pytałem kondiego w pociągu do Kudowy o opinię jego i
mechaników na temat SP-32. W skrócie opinia była taka: Panie, tam jest
komputer i on jest do dupy. Jak on nawali, to już koooooniec.



Regułą przy sterowaniu elektronicznym powinien być układ
redundantny
i taki jest w ET22-2000 a jak to wygląda w SP32 nie wiem

Stoimy.
Tego nie da się naprawić. A przy naszych lokomotywach zawsze coś da się
zrobić.
Czyli jednak syndrom klucza, młotka i sznurka nadal pokutuje.



Jak swego czasu przyszły do nas prototypowe tzw. generatory SHP
(renomowanej firmy) oparte na mikrokontrolerze , to zadaniem
naszych warsztatowców było w przypadku awarii tylko
zdjęcie tego z lokomotywy i odesłanie producentowi i tyle
(wszystko było oplombowane i broń boże by jakaś
plomba była naruszona). Obecnie normą na świecie
jest to że to producent dba o serwis i kolejarze
raczej nie będą kupować linii do montażu układów scalonych
w technologi BGA i to w dodatku do lutów bezołowiowych
czy innych podobnie wyrafinowanych urządzeń

Pamiętajmy, że leśne dziady nie tylko grzeją swoje dupska za biurkami
dyrekcyjnymi. Na pierwszej linii frontu też jest mnóstwo leniwych i
głupich pracowników - jak wszędzie.



b/k



zeus04 - 26 Lip 2006, 18:23

Wnioskuję, że jednak pewien stopień "scalenia" w elektronice kolejowej z
początku lat 90 istniał?



Tam gdzie stosowano cyfrówkę to tylko układy scalone a mnie i
kolegów
interesowało np. funkcjonowanie od podstaw np. dekoderów czy serce
mikroprocesorów czyli jednostka sterująca (mikroprogramowo z
dekoderami
,wielofazowym zegarem, pamiecią  z tabelą rozkazów , bramkami ,
przerzutnikami itp)

Ja generalnie pracuję w przemyśle okrętowym i tam
cyfrowe układy sterowania istnały od początku lat 80 (Polska), z tym że krajowe
(Elmor) często bazowały na bramkach, rejestrach, liczniach itp. zbudowanych z
rozróżnialnych gołym okiem tranzystorów (nie przesadzam).



A słyszałem z opowieści i nawet dostałem garść tranzystorów od
takiego komputera

Było to spowodowane
brakiem produkcji u nas i brakiem możliwości importu z zachodu scalaków, a
jakoś trzeba było gonić konkurencję.



Cała linia produkcyjna CMOS-ów i NMOS-ów w skali VLSI była
uruchomiona
u nas już w latach 70-tych , więc podejrzewam że niektórzy
producenci
finalni trzymali się sprawdzonych modeli bo mieli opóźninia z
opracowaniem nowych
typów

Chyba moim zdaniem projektanci
niedostatecznie biorą pod uwagę fakt warunków pracy ukłądów scalonych w pociągu
(wstrząsy, zmainy temperatury i wilgotności, no wszechobecny kurz).
Mikrokontrolery na statek muszą przejść 18 prób srodowiskowych (min. wahania
zasilania, bardzo gorąco i zaraz potem bardzo zimno, sucho i zaraz bardzo
wilgotno itp.)  a i tak czasami "wysiadają" bez powodu. Czy układy
elektroniczne w pojadach szynowych są testowane w podobny sposób?



Chyba tak ,bo gotowe produkty są  dość drogie w porównaniu ze
sprzętem
domowym
Pozdrawiam



zeus04 - 26 Lip 2006, 18:31

Teraz gdy wszystko (no prawie) jest scalone to
serwisanci mają (chyba) łatwiej.



Teraz mamy często do dyspozycji interfejsy sprzętowe do kontroli
mikroprocesorów
jak choćby JTAG w intelach dzięki którym możemy wymuszać wszystkie
kombinacje
logiczne na wyprowadzeniach układu bez demontażu z płyty co przy
setkach
"nużek" w układach scalonych i montażu typu BGA jest piękną
sprawą
Pozdrawiam



MC - 26 Lip 2006, 20:05

Regułą przy sterowaniu elektronicznym powinien być układ
redundantny



Chyba w statkach kosmicznych. Zwielokrotnienie układów w pociągach brzmi
dość zabawnie. Mamy zapasowe koła, zapasowe resory, zapasowe sprzęgi,
zapasowe przewody hamulcowe i inne części bardziej krytyczne dla stanu
bezpieczeństwa?



MC - 26 Lip 2006, 20:09

Chyba tak ,bo gotowe produkty są  dość drogie w porównaniu ze
sprzętem domowym



Ta  różnica jest raczej spowodowana skalą produkcji a nie jakimś szczególnie
drogim i starannym testowaniem.



Marek Szymański - 27 Lip 2006, 02:36

| Regułą przy sterowaniu elektronicznym powinien być układ
| redundantny

Chyba w statkach kosmicznych.



 No nie tylko, jest to regułą na statkach handlowych :), nie mówiąc o
wojennych. Chociaż naprawdę trudno tego raczej wymagać na lądzie - bo jak
statek "straci" sterowanie to bardzo łatwo o tragedię, jak stanie pociąg to
pasażerowie się podenerwują, MK poprzeklinają i nic więcej się nie stanie.
Dobrze zaprojektowany i przetestowany układ elektroniczny nie powinien się
zawieszać. Myslę, że im dłużej będziemy produkować szynobusy tym będzie lepiej -
 cieszmy się, że w naszym kraju produkuje się pojazdy o tak dużej wartości
dodanej.
Pozdrowienia    



Adam Płaszczyca - 27 Lip 2006, 03:33


Kilka dni temu pytałem kondiego w pociągu do Kudowy o opinię jego i
mechaników na temat SP-32. W skrócie opinia była taka: Panie, tam jest
komputer i on jest do dupy. Jak on nawali, to już koooooniec. Stoimy.
Tego nie da się naprawić. A przy naszych lokomotywach zawsze coś da się
zrobić.
Czyli jednak syndrom klucza, młotka i sznurka nadal pokutuje.



Syndrom jak syndrom. Nienaprawialny element powinien działać
niezawodnie.

Pamiętajmy, że leśne dziady nie tylko grzeją swoje dupska za biurkami
dyrekcyjnymi. Na pierwszej linii frontu też jest mnóstwo leniwych i
głupich pracowników - jak wszędzie.



No wybacz, ale tu przesadziłeś. Co ma zrobić mechanik, jak  mu sie
elektronika sypnie,a nie ma na loku ani przyrządów, ani narzędzi do
naprawy?



Adam Płaszczyca - 27 Lip 2006, 03:33

Jak swego czasu przyszły do nas prototypowe tzw. generatory SHP
(renomowanej firmy) oparte na mikrokontrolerze , to zadaniem
naszych warsztatowców było w przypadku awarii tylko
zdjęcie tego z lokomotywy i odesłanie producentowi i tyle
(wszystko było oplombowane i broń boże by jakaś
plomba była naruszona). Obecnie normą na świecie
jest to że to producent dba o serwis i kolejarze
raczej nie będą kupować linii do montażu układów scalonych
w technologi BGA i to w dodatku do lutów bezołowiowych
czy innych podobnie wyrafinowanych urządzeń



No dobrze, ale w takim razie na loku powinny byc zapasowe moduły, a
maszynista powinien potrafić wymienić  uszkodzony moduł.



Marek Szymański - 27 Lip 2006, 06:24

Cześć

Może podpisuj się jakąś ksywką, żeby nie było nieporozumień?
Pozdrawiam imiennika

Marek



SP45-166 (K. Korycki) - 27 Lip 2006, 10:04

W mojej by=B3ej i  dla wielu bardzo "prowincjonalnej" lokomotywowni w
Zebrzydowicach
(pracowa=B3em tam od 06-1990 do 04-1994) ludzie pos=B3ugiwali si=EA od
niepami=EAtnych
czas=F3w :
-oscyloskopem dwukana=B3owym
-generatorem przebieg=F3w wzorcowych firmy Zopam
-cyfrowym miernikiem oporno=B6ci przewod=F3w (dok=B3adno=B6=E6 do
tysi=EAcznych cz=EA=B6ci oma)
-cyfrowym miernikiem cz=EAstotliwo=B6ci
-zestawem pomiarowym do badania stanu izolacji (z generatorem do 10kV)
-testerem urz=B1dze=F1 SHP (produkcji COBiRTK czyli obecnego CNTK)
-testerami w=B3asnej konstrukcji do pomiar=F3w SHP, CA oraz



Ja nie kwestiionuję przygotowania wszystkich pracowników, ale jedynie części.
Poza tym chciałem na przykładzie obfitości serii Ty2 i ST44 pokazać jak mocno
zakorzenionajest w nas rutyna i przyzwyczajenia. Nie chcę tu udawać mędrca
bowiem studiuję na kierunku humanistycznym a nie technicznym, ale pamietam jak
swego czasu praowałem w ASO Fiata w Warszawie. Jak przyjechała masówka czyli
seicento to mechanik żartował że z zamkniętymi oczmi by go rozłożył i złożył.
Jak przyjeżdżała jakaś nowa Lancia, albo co gorsza naszpikowane techniką
Stilo, czy rzadka Multipla, to zbierało się całe konsylium kolegów by
debatować czy tą a tą srubkę odkręcić w prawo czy w lewo.... Więc tak
wyglądają moje obserwacje w tej kwestii. Warsztatowcom zapewne łatwiej jest
naprawić siódemkę która nie ma przed nimi tajemnic niż np SA106 które jeszcze
skrywa tu i ówdzie swe wdzięczne trudnostki techniczne ;)
I tak będzie zapewne pierwszych kilka lat, a potem już z górki.



Humpty Dumpty - 27 Lip 2006, 14:40

Syndrom jak syndrom. Nienaprawialny element powinien działać
niezawodnie.



Ale nawet rachunek prawdopodobieństwa podpowiada możliwość awarii.
Dlatego powinny istnieć procedury wymiany pewnych elementów, podzespołów
itp.
A jeśli dana lokomotywa psuje się częściej od ustalanych norm, to
producent powinien (może ryczałtem - nie wiem) pokrywać koszty
przestojów i pokrewnych.

No wybacz, ale tu przesadziłeś. Co ma zrobić mechanik, jak  mu sie
elektronika sypnie,a nie ma na loku ani przyrządów, ani narzędzi do
naprawy?



Bardziej mi chodziło o ogólną i niestety powszechną niechęć do uczenia
się i myślenia. Oczywiście mechanik nie jest wysoko przeszkolonym
specjalistą ani omnibusem. Tu leży problem w odpowiednim przeszkoleniu
personelu. Często producent bardzo chętnie bierze na siebie funkcje
szkoleniowe (oczywiście za odpowiednią opłatą). Tak jest w normalnym
świecie. Jedynie betoniarze za biurkami mają to gdzieś.

Humpty



Adam Płaszczyca - 27 Lip 2006, 15:51


| Syndrom jak syndrom. Nienaprawialny element powinien działać
| niezawodnie.

Ale nawet rachunek prawdopodobieństwa podpowiada możliwość awarii.
Dlatego powinny istnieć procedury wymiany pewnych elementów, podzespołów
itp.



Oczywiście, że tak. Jednak kłania się ekonomia. Koszt ryzyka to strata
z powodu awarii * prawdopodobieństwo wystąpienia.
Koszty ty można redukować w dwojaki sposób - ograniczając skutki
wystąpienia i minimalizując szanse.
Można zatem wyposażyć załogę w drugi komputer i nauczyć ją wymiany
tegoż.
Tylko wtedy może się okazać (i najczęściej okazuje się), że takie
koszty są wyższe niż ryzyko zepsucia się komputera i koszty związane
ze ściągnięciem drugiego loka i spóźnienia pociągu.

personelu. Często producent bardzo chętnie bierze na siebie funkcje
szkoleniowe (oczywiście za odpowiednią opłatą). Tak jest w normalnym
świecie. Jedynie betoniarze za biurkami mają to gdzieś.



To też prawda. Zarządzanie kosztami, nie mówiąc już o zarządzaniu
kosztami ryzyka w PKP to fikcja.



Grzegorz Firlejczyk - 27 Lip 2006, 17:02

| No wybacz, ale tu przesadziłeś. Co ma zrobić mechanik, jak  mu sie
| elektronika sypnie,a nie ma na loku ani przyrządów, ani narzędzi do
| naprawy?
Bardziej mi chodziło o ogólną i niestety powszechną niechęć do uczenia
się i myślenia. Oczywiście mechanik nie jest wysoko przeszkolonym
specjalistą ani omnibusem. Tu leży problem w odpowiednim przeszkoleniu
personelu. Często producent bardzo chętnie bierze na siebie funkcje
szkoleniowe (oczywiście za odpowiednią opłatą). Tak jest w normalnym
świecie. Jedynie betoniarze za biurkami mają to gdzieś.



Mnie sie w tej kwestii przypomina początkowy problem z psującymi się
kontrolerami położenia drzwi (czy też zamknięcia) w pierwszych PESA-ch.
Nie ejstem pewien, ale w komputerze pokładowym powinna być możliwość
wyłączenia sprawdzania zespsutego elementu systemu. Ale mechanicy stali, gdyż
nie wiedzieli, że tak opcja powinna istnieć (czy istnieje niech się wypowie
ktoś kto to wie).
Oczywiście są też problemy i z poważnymi uszkodzeniami elektroniki (warsztat
wtedy też nie pomoże, najczęściej wymiana), ale najczęściej się stoi z byle
drobnostki.

pozdrawiam
g.f.



zeus04 - 28 Lip 2006, 13:36

Ja nie kwestiionuję przygotowania wszystkich pracowników, ale jedynie części.



Już myślałem że nie lubisz kolejarzy :)

Poza tym chciałem na przykładzie obfitości serii Ty2 i ST44 pokazać jak mocno



Im mniej typów ,serii tym bardziej zadowolona logistyka

zakorzenionajest w nas rutyna i przyzwyczajenia. Nie chcę tu udawać mędrca
bowiem studiuję na kierunku humanistycznym a nie technicznym, ale pamietam jak
swego czasu praowałem w ASO Fiata w Warszawie. Jak przyjechała masówka czyli
seicento to mechanik żartował że z zamkniętymi oczmi by go rozłożył i złożył.
Jak przyjeżdżała jakaś nowa Lancia, albo co gorsza naszpikowane techniką
Stilo, czy rzadka Multipla, to zbierało się całe konsylium kolegów by
debatować czy tą a tą srubkę odkręcić w prawo czy w lewo.... Więc tak
wyglądają moje obserwacje w tej kwestii. Warsztatowcom zapewne łatwiej jest
naprawić siódemkę która nie ma przed nimi tajemnic niż np SA106 które jeszcze
skrywa tu i ówdzie swe wdzięczne trudnostki techniczne ;)
I tak będzie zapewne pierwszych kilka lat, a potem już z górki.



Przestawiliśmy się z atrakcji parowej na nowocześniejsze to i z
SA106
też sobie poradzimy :)
Pozdrawiam



zeus04 - 28 Lip 2006, 13:58

Bardziej mi chodziło o ogólną i niestety powszechną niechęć do uczenia
się i myślenia.



W przyrodzie myślenie kosztuje i każdy gatunek ma swój rozum
dostosowany do potrzeb ;) na szczęście większość ludzi
nie lubi się nudzić i chętnie traci sporo cennej energii

Oczywiście mechanik nie jest wysoko przeszkolonym
specjalistą ani omnibusem.



Jest wytrenowany do innych zadań niż naprawa lokomotywy.
(jeszcze niektórym by się marzyło żeby w trakcie jazdy usuwać
wszelkie usterki i w ogóle być ciągle zadowolonym i
uśmiechnietym...)

Tu leży problem w odpowiednim przeszkoleniu
personelu. Często producent bardzo chętnie bierze na siebie funkcje
szkoleniowe (oczywiście za odpowiednią opłatą). Tak jest w normalnym
świecie. Jedynie betoniarze za biurkami mają to gdzieś.



W moim CM jest dwóch ludzi z papierami od Haslera , którzy
wykonują :przeglądy, pomiary , 100% napraw , regulacje,
 zamawiają potrzebne części u producenta itp. W efekcie
zakład nasz jest niezależny od ZNTK-ów w tej dziedzinie i
tak to wygląda też w innych CM-ach a każdy z nich jest
wyposażony w stanowisko do pomiarów i testów ,
które zaprojektował jeden z kolejarzy (dokładnego adresu
nie pamiętam) .Sterowane jest ono komputerem klasy PC
pod kontrolą Dos-a wprawdzie, ale do tego celu wystarcza.
Dyrekcji się na tyle spodobało że zleciło wyposażenie
wszystkich CM
Pozdrawiam



zeus04 - 28 Lip 2006, 14:06


No dobrze, ale w takim razie na loku powinny byc zapasowe moduły, a
maszynista powinien potrafić wymienić  uszkodzony moduł.




zeus04 - 28 Lip 2006, 14:09

To też prawda. Zarządzanie kosztami, nie mówiąc już o zarządzaniu
kosztami ryzyka w PKP to fikcja.




zeus04 - 28 Lip 2006, 14:18

| Chyba w statkach kosmicznych.
 No nie tylko, jest to regułą na statkach handlowych :), nie mówiąc o
wojennych.



Na wojennych to niektóre instalacje sa zwielokrotnione do sześciu
a na kolei wystarczą dwie i to nawet uproszczone

Chociaż naprawdę trudno tego raczej wymagać na lądzie - bo jak
statek "straci" sterowanie to bardzo łatwo o tragedię, jak stanie pociąg to
pasażerowie się podenerwują, MK poprzeklinają i nic więcej się nie stanie.



A jak wysiądzie PC-et to można nawet oddech złapać i odpocząć od
tego zwariowanego świata ;)

Dobrze zaprojektowany i przetestowany układ elektroniczny nie powinien się
zawieszać.



Zawsze można zatrudnić prostego sprzętowego "watch-doga" do
pilnowania
i ewentualnego resetowania ;)

Myslę, że im dłużej będziemy produkować szynobusy tym będzie lepiej -
 cieszmy się, że w naszym kraju produkuje się pojazdy o tak dużej wartości
dodanej.



Ja się cieszę
Pozdrawiam



zeus04 - 28 Lip 2006, 14:25

| Regułą przy sterowaniu elektronicznym powinien być układ
| redundantny

Chyba w statkach kosmicznych. Zwielokrotnienie układów w pociągach brzmi
dość zabawnie.



A samochody czy kolej mogą już stać jak wysiądzie im sterowanie?



MC - 29 Lip 2006, 08:47

A samochody czy kolej mogą już stać jak wysiądzie im sterowanie?



Dlaczego ma wysiąść? Pecet z którego piszę chodzi trzy lata bez przerwy. I
nie ma ani jednego układu zdublowanego.
Kiedyś w pecetach namiętnie paliły się procesory. Czy wstawiano zapasowy
procesor? Nie, mądrzejści goście włożyli do środka układ, który zwalnia bieg
kiedy temperatura grozi przepaleniem. I przepalenia się skończyły.
Jaka z tego nauka? Dublowanie nie zawsze jest dobrą receptą na niezawodność
w tak prostych układach. Lepiej zdiagnozować przyczyny usterek i zapobiegać
im. Co pokazałem na przykładzie.



MC - 29 Lip 2006, 08:49

| kosztami ryzyka w PKP to fikcja.




Adam Płaszczyca - 31 Lip 2006, 05:34

| No dobrze, ale w takim razie na loku powinny byc zapasowe moduły, a
| maszynista powinien potrafić wymienić  uszkodzony moduł.
| --
To już lepiej zamiast wożenia modułów ,zainstalować niezależny



Wiesz, to zalezy od  tego, co jest bardziej opłacalne. Elektronika w
produkcji jest tania, więc przy koszcie załego loka moduły sterujące
drogie nie będa, a i miejsca wiele nie zajmą.



Adam Płaszczyca - 31 Lip 2006, 05:35

| To też prawda. Zarządzanie kosztami, nie mówiąc już o zarządzaniu
| kosztami ryzyka w PKP to fikcja.
| --
Zwłaszcza jak zakupami taboru zajmują się samorządy



No przecież nie PKP, bo oni nie mają tego, tamtego i niedasię.



zeus04 - 31 Lip 2006, 06:15

Było ponad tysiąc czterysta Ty2, ponad tysiąc sto gagarinów. Jak klepie się
młotkiem na oślep w prostą jak cep maszynerię to raczej trudno się przestawić
na nowoczesne maszyny z nowoczesnych stopów gdzie poziom techniczny nie
toleruje już podkuć i nieobtoczonych powierzchni. Nie toleruje tez zaniedbań w
regulacji osprężynowania, a taki np falownik wymaga jednak w mairę stałego
prądu a nie wachań natężeń i napięć w sieci oscylujących nie w dziesiątkach
ale i stekach woltów.



Bardziej wrażliwe na zaniedbania w regulacji , konserwacji itp.
usprężynowania są akurat pojazdy starszych generacji a niektóre
typy wyjątkowo tego nie tolerują i wymagają częstych i
pracochłonych
regulacji a także kosztownych a sama regulacja jest skomplikowana
i wymaga specjalistycznego sprzętu oraz doświadczenia
Pozdrawiam



MS ex Marek Szymański - co by sie nie dublowalo - 31 Lip 2006, 06:17
| Dlaczego ma wysiąść? Pecet z którego piszę chodzi trzy lata bez przerwy. I
nie ma ani jednego układu zdublowanego.



To dobrze, że kolega ma tak dobry sprzęt :) chciałbym jednak zwócić uwagę na to
że pracuje on prawie w laboratoryjnych warunkach (domyślam się że biuro albo
dom). Niestety bardzo odbiegają one bardzo od tego co jest w pojeżdzie szynowym.
Pozdrawiam


Michał Marcinowicz - 31 Lip 2006, 14:02

To dobrze, że kolega ma tak dobry sprzęt :) chciałbym jednak zwócić uwagę
na to
że pracuje on prawie w laboratoryjnych warunkach (domyślam się że biuro
albo
dom). Niestety bardzo odbiegają one bardzo od tego co jest w pojeżdzie
szynowym.



Eeee... Nie przesadzaj. Komputery w wykonaniach przemysłowych także chodzą
latami i rzadko są dublowane. Także szynobus nie należy do jakiś środowisk
jakoś strasznie zagrażających elektronice - jedyny mankament to drgania i
przeciążenia, które mogą doskwierać wszelkim napędom z mechaniką, ale i te
zastępuje się stosunkowo niedrogo flashem, ale przecież szynobus peceta na
pokładzie nie ma, o ile go jakiś pasażer nie wniesie. Spadki napięcia czy
zakłócenia w sieci nie są w dzisiejszych czasach jakąś straszną zarazą - i
to w stosunkowo prosty sposób da się odfiltrować.

Mick M.



Grzegorz Kapusta - 31 Lip 2006, 15:11

Eeee... Nie przesadzaj. Komputery w wykonaniach przemysłowych także chodzą
latami i rzadko są dublowane.



Chciałbym przypomnieć dyskutantom, że komputery o nieco poważniejszych
zastosowaniach niż domowy/biurowy pececik, bardzo często są dublowane.
Oczywiście nie mam na myśli całych jednostek, ale ich najbardziej podatne
na uszkodzenia części. Dyski w macierzach są nawet więcej niż dublowane,
stosuje się technologie typu hot-swap, zasilacze redundantne.

Pozdrawiam,
Grzegorz Kapusta



MS co bysię nie dublowało - 31 Lip 2006, 17:38
Także szynobus nie należy do jakiś środowisk jakoś strasznie zagrażających
elektronice - jedyny mankament to drgania i przeciążenia, które mogą doskwierać
wszelkim napędom z mechaniką, ale i te zastępuje się stosunkowo niedrogo flashem

Zapomina kolega o brudzie, wahaniach temperatury (czasami szynobusy się jednak
wyłącza) a nie zawsze jest to ogrzewana hala, kompatybilności
elektromagnetycznej. A propos flashu rozumiem jest lepszy niż "kostki" pamięci
opecyjnej - tu się zgadzam jest to mało czułe na drgania. A propos PC jeżeli
silnik jest typu Common Rail to ma raczej nienajgorszy procesor sterujący -
Pozdrawiam

Mick M.



--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl



MC - 1 Sie 2006, 06:34


zastosowaniach niż domowy/biurowy pececik, bardzo często są dublowane.



Proszę bez takich. Mój, jak go nazwałeś, pececik ma bardzo poważne
zastosowania i bynajmniej nie jest wychuchany i wydmuchany. Ma wszystkie
flaki na wierzchu i jest pokryty grubą warstwą kurzu.

Oczywiście nie mam na myśli całych jednostek, ale ich najbardziej podatne
na uszkodzenia części. Dyski w macierzach są nawet więcej niż dublowane,



Hm, co to znaczy więcej niż dublowane? Nie ma takich.

stosuje się technologie typu hot-swap, zasilacze redundantne.



Tyle, że dane przechowywane na takich komputerach sa więcej warte niż kilka
szynobusów.



Grzegorz Kapusta - 1 Sie 2006, 08:02

Czepiasz się zawsze i wszystkich, teraz padło na mnie...

Proszę bez takich. Mój, jak go nazwałeś, pececik ma bardzo poważne
zastosowania i bynajmniej nie jest wychuchany i wydmuchany. Ma wszystkie
flaki na wierzchu i jest pokryty grubą warstwą kurzu.



Widocznie nie są zbyt poważne. Gdybym robił coś naprawdę poważnego,
nie poskąpiłbym 200-300 zł na drugi dysk. Robisz chociaż kopie zapasowe?

Hm, co to znaczy więcej niż dublowane? Nie ma takich.



Myślałem, że się domyślisz, że macierze RAID mogą posiadać np. 3 dyski.
Wiem, chodzi tu również o szybkość działania, ale odporność na awarię też.

Tyle, że dane przechowywane na takich komputerach sa więcej warte niż
kilka szynobusów.



No cóż, tutaj mamy przeciwne zdania i pewnie tak pozostanie...

GK



MC - 1 Sie 2006, 09:41





Wszystkich traktuję jednakowo.

Widocznie nie są zbyt poważne. Gdybym robił coś naprawdę poważnego,
nie poskąpiłbym 200-300 zł na drugi dysk. Robisz chociaż kopie zapasowe?



Wybacz, nie będę zdradzał szczegółów konfiguracji. I nie martw się o moje
bezpieczeństwo.

Myślałem, że się domyślisz, że macierze RAID mogą posiadać np. 3 dyski.



Myślałem, że wiesz jak RAID działa. W żadnym RAID-dzie, nawet na 10 dysków
dane nie są powtarzane więcej niż dwa razy.

Wiem, chodzi tu również o szybkość działania, ale odporność na awarię też.



To prawda, ale nie stosuje się  wielokrotnego kopiowania. Dwukrotne
wystarczy do odzyskania danych w przypadku padnięcia jednego dysku.
Padnięcie dwóch na raz jest tak mało prawdopodobne, że się przed tym nie
zabezpiecza w żadnym RAID-dzie.



Grzegorz Kapusta - 1 Sie 2006, 16:51

Wybacz, nie będę zdradzał szczegółów konfiguracji. I nie martw się o moje
bezpieczeństwo.



Imienia nie, nazwiska nie, konfiguracji kompa tez nie, może lepiej
nie pisz tu w ogóle skoroś taki tajny.

| Myślałem, że się domyślisz, że macierze RAID mogą posiadać np. 3 dyski.

Myślałem, że wiesz jak RAID działa. W żadnym RAID-dzie, nawet na 10 dysków
dane nie są powtarzane więcej niż dwa razy.



ROTFL!
Gubisz się już w tych kłótniach o wszystko i ze wszystkimi.
Przypominam, że  rozmawiamy o dodatkowych dyskach, więc nie
wyjeżdżaj mi tu z danymi. Jeszcze raz: stosuje się macierze o większej
licznie dysków niż dwa. Koniec i kropka.
Nie tylko Ty wiesz(?) jak działa RAID.

To prawda, ale nie stosuje się  wielokrotnego kopiowania. Dwukrotne
wystarczy do odzyskania danych w przypadku padnięcia jednego dysku.
Padnięcie dwóch na raz jest tak mało prawdopodobne, że się przed tym nie
zabezpiecza w żadnym RAID-dzie.



Dobrze, że twórcy RAID 6 o tym nie wiedzieli... :-

Grzegorz Kapusta

P.S. Kończmy to już, bo nie lubię tutaj pisać na tematy nijak nie powiązane
z koleją.



Krzysztof Zietara - 3 Sie 2006, 08:40

Myślałem, że wiesz jak RAID działa. W żadnym RAID-dzie, nawet na 10 dysków
dane nie są powtarzane więcej niż dwa razy.



RAID 1+0 nie istnieje, znaczy? :

To prawda, ale nie stosuje się  wielokrotnego kopiowania. Dwukrotne
wystarczy do odzyskania danych w przypadku padnięcia jednego dysku.
Padnięcie dwóch na raz jest tak mało prawdopodobne, że się przed tym nie
zabezpiecza w żadnym RAID-dzie.



I RAID 6 też nie? :

Tarhimdugurth



Marek Sawistowski - 3 Sie 2006, 14:26

Zgodnie z tą zasadą prasa piszę takie oto tytuły: 'szynobus znowu
stoi'; 'szynobusy nie jeżdżą'; 'znowu awaria'; 'jak sprawują się szynobusy -



Kilka przykładów z kujawsko-pomorskiego z ostatnich dni:

1.08 - poc. 19420 planowo ma być SA106, jedzie SM42 + 2 Bh, to samo poc.
19425 do Wierzchucina; Czersk - Toruń: do Grudziądza  1*SA106, od Grudziądza
do Torunia skład dwóch SA106 ciągnie SM42 (zdjęcia w posiadaniu kol. Przemasa)
2.08 - pociągi 19420 i 19425 j.w.; poc. 1942 (normalnie SA106) odwołany,
ściąga go pociąg Czersk - Toruń; poc. 19133 (normalnie SA106) jedzie SU45 +
2* Bh
3.08 - w ciągu dnia nie wiem, ale Czersk - Toruń na odcinku Grudziądz - Toruń
zamiast 2 SA106 jedzie SM42 + Bdhpumn

Podobno są dni, że na 8 SA106 w naszym województwie sprawne są 2. Przyczyn
nie znam. Parę dni temu można było wszystko zrzucić na upały, ale te minęły a
niezawodność nie wzrosła.

Od szynobusów, zamawiający, oczekiwali gotowości na poziomie minimum 0,92.
Więc brakujące do jedynki 0,08 możemy nazwać maksymalną, dopuszczoną przez
zamawiającego, wartością 'wyłączenia z ruchu' (no, niech będzie to wskaźnik
awaryjności).



W zasadzie nie możemy tego nazwać wskaźnikiem awaryjności. To 0,08 obejmuje
postój pojazdu, ale niekoniecznie z powodu awarii, a raczej ze względu na
przeglądu okresowe itd. Stara lok. spalinowa może mieć wskaźnik gotowości 0,8
nie dlatego, że się psuje, ale dlatego, że wymaga bardziej długotrwałych
czynności obsługowych.

ogłoszeniem bankructwa. Pojazd szynowy musi być niezawodny i nie może
defektować w trasie, a na to, żeby utrzymać go w stanie gotowości
przeznaczone są właśnie te 2,5 dnia o których piszesz. Dlatego, że 2,5 dnia
stoi w warsztacie, przez 27,5 dnia musi pracować bezawaryjnie.

Marek


[pr] Lublin: Śmierć pod kołami szynobusu
[pr] Szynobusy w prywatne ręce
Niemieckie szynobusy na Kaszuby
Szynobus przesiadkowy
frakcja slaska czyli alt.pl.misc.kolej.wask na news.normanet.pl
Smak polskiej kolei...
Kara za jazdę rowerem po peronie
ED74 w oczach laika
maszynista nie przeżył
Arrivie gratulujemy webmastera
Potrzebne rewizje...
(pyt) Szybka kolej Wrocław- Wałbrzych ?
Francja nie będzie budowała nowych autostrad
obiad za 7zł
Oplacalnosc pociagow
Lista wątków z grup dyskusyjnych ^^ Indeks
Linki,